Nie tylko w Bartoszycach mamy problem z OC

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

OC jest ubezpieczeniem obowiązkowym. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że to sprawa oczywista i każdy o tym wie. Niestety, jak życie pokazuje - nie do końca “każdy”. Zdarzają się wciąż kierowcy, którzy jeżdżą bez ważnej polisy OC. Ilu ich jest i dlaczego tak robią? Spróbujemy odpowiedzieć na te i inne pytania.

 

Brak OC – plaga w całej Polsce…

Szacunki mówią o około 1% nieubezpieczonych pojazdów spośród wszystkich zarejestrowanych. Wydaje się to niewiele, ale biorąc pod uwagę ilość zarejestrowanych samochodów osobowych, a więc 19,34 mln (stan na 2014 rok, bez dostawczych), daje nam to wynik aż około 194000 sztuk w skali kraju! Nie istnieją szacunki na temat samych Bartoszyc, trudno wyrokować, czy dane te zawyżamy, czy zaniżamy. Zresztą… czy to jest istotne? Ważniejszy jest fakt, że brak zakupu OC to nierozsądne działanie. Zwłaszcza, że argument typu “za drogie” jest łatwy do obalenia - cena OC potrafi być całkiem przystępna. Wystarczy porównać ubezpieczenie OC w porównywarce rankomat.pl kilkunastu towarzystw, by sprawdzić, kto jest w stanie zaproponować najkorzystniejszą ofertę.

...i nie tylko w Polsce

Jak się okazuje, Polska pod względem nieprzestrzegania obowiązku ubezpieczenia pojazdu wcale nie jest najgorsza w skali Starego Kontynentu. W maju br. Gazeta Ubezpieczeniowa donosiła, że w Wielkiej Brytanii jest to 6-8%. Istnieją także kraje, gdzie odsetek kierowców bez wykupionej polisy OC sięga aż 20% (Bułgaria)! Taka lekkomyślność często nie popłaca, np. w Wielkiej Brytanii za brak OC grozi m.in. konfiskata samochodu i wysoki mandat. Polski “wynik” nie oznacza oczywiście, że mamy powody do dumy.

Brak OC + szkoda = dożywotni kredyt

Co tam mandat za brak OC. Większe tarapaty finansowe mogą nas dopaść w momencie, gdy spowodujemy szkodę nieubezpieczonym samochodem. Co mówi ustawa o ubezpieczeniu OC? Otóż chroni ono mienie osób poszkodowanych do 1 mln euro oraz same osoby do... 5 mln euro.

Wyobraźmy sobie, że podróżujemy pojazdem bez OC przez Bartoszyce. Chwila nieuwagi, braku koncentracji i mocno uderzamy w bok... najnowszej Mazdy 6, stosunkowo średnio wyposażonej, wartej „jedynie” 125000 zł. Uderzenie było na tyle niefortunne, że szkody przekraczają 70% wartości samochodu, więc jest on przeznaczony na złom, a osoba poszkodowana nie dostanie zadośćuczynienia z naszego OC, gdyż go nie ma. Dostanie go z Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego, który chroni poszkodowanych przez osoby nieubezpieczone. Tyle, że UFG będzie chciało od nas zwrotu tych 125000 zł... Mało? No cóż, zawsze można komuś rozbić Toyotę Land Cruiser V8 za 400000 zł, a o wypadki w okolicy niestety nietrudno, o czym zresztą pisaliśmy niejednokrotnie.

Opłacając OC mamy problem z głowy

Obowiązkowe ubezpieczenie pojazdu nie musi być drogie, ale warto pamiętać, że ceny OC – w zależności od wielkości zniżek, rodzaju pojazdu i innych czynników – mogą znacznie się od siebie różnić. Jedni przy maksymalnych zniżkach płacą 300 zł, inni z kolei 600. Pierwsi mogą mieć np. mniejszy samochód lub mieszkać w mniejszej miejscowości - zmiennych warunkujących wysokość stawki jest naprawdę wiele. Grunt to nie przepłacać – ubezpieczenie OC jest gwarantowane ustawowo, tzn. w każdym towarzystwie ma ono taki sam zakres. Skoro tak, to im tańsza oferta, tym lepsza (o ile nie zależy nam na dodatkach typu assistance czy NNW). W Internecie możemy łatwo porównać ceny, np. w bezpłatnej porównywarce ubezpieczeń Rankomat, gdzie w jednym miejscu szybko sprawdzimy, który ubezpieczyciel jest nas w stanie najtaniej ubezpieczyć.

Wniosek? Lepiej zapłacić kilkaset złotych za OC, niż ryzykować samodzielnym spłacaniem szkody, która może wielokrotnie przekroczyć wartość polisy lub … nasze kilkuletnie dochody.